Z udziałem pasji każde działanie może stać się przebojem

Nic nie daje takiej satysfakcji jak stworzenie czegoś od zera, a następnie odniesienie z tym sukcesu.

Co uważasz o akcji Głos na Marzenie?

Bardzo podoba mi się koncepcja zaangażowania osób, które w mojej opinii są trochę zapomniane i zepchnięte na margines. Mało się mówi o domach dziecka, mało się mówi o tym jak dzieciaki w nich sobie radzą, z jakimi problemami na co dzień się spotykają. Temat placówek wychowawczych wychodzi na zewnątrz dopiero wtedy, gdy wiąże się z tym jakaś afera – czy to podatkowa czy związana z agresją i przemocą. Stąd bardzo się cieszę, że taka akcja jest i angażuje te dzieciaki. Wydaje mi się, że to może im tylko pomóc.

Podoba mi się cała forma pomocy jaką jest organizowanie konkursu z racji tego, że uczy ona czegoś o życiu w społeczeństwie. Tego, że musisz coś od siebie dać żeby coś otrzymać. To trochę taki truizm – „nie ma nic za darmo” – ale tak właśnie jest. Musisz włożyć pewien wysiłek żeby otrzymać jakąś korzyść później.

Jak widzisz swoją rolę w projekcie Głos na Marzenie, co chciałbyś swoim zaangażowaniem i pracą przekazać tym dzieciakom?

Wydaje mi się, że dzieciaki które dorastają w domach dziecka mają na pewno wiele refleksji na temat życia. Uważam, że moja muzyka porusza podobne refleksje, przede wszystkim jest muzyką motywującą, która skłania do działania. Ma stać się de facto taką swoistą WENĄ dla nich, natchnąć ich do tworzenia czegoś więcej. Mam nadzieję, że przez swój udział w tej akcji i pośrednio – przez swoją muzykę, będę w stanie skłonić te dzieciaki do robienia kreatywnych rzeczy. Nic nie daje takiej satysfakcji jak stworzenie czegoś od zera ,a następnie odniesienie z tym sukcesu.

Jak to się stało, że Twoja pasja stała się Twoim całym życiem?

Gdzieś to cały czas było we mnie, w środku. Od wczesnych lat nastoletnich wiedziałem, że chce robić coś więcej niż tylko iść utartą ścieżką normalnego, nazwijmy to szarego człowieka – czyli zdać maturę, pójść na studia czy do pracy, układać sobie życie na spokojnie. Zawsze wiedziałem, że chce czegoś innego. Miałem gdzieś w sobie takiego ducha, który skłaniał ludzi do robienia ciekawych i autorskich rzeczy, stąd też się wzięło moje imię. Długo bardzo szlifowałem w sobie tę muzykę, nazwijmy to muzyką – nie bójmy się tego 🙂 Początkowo był to taki mój plan B. Natomiast zawsze obecny w moim życiu. W pewnym momencie, po bardzo wielu latach – trudnych, łatwych – stało się tak, że ktoś docenił moją twórczość. Ktoś jej posłuchał i dał mi szansę. Wtedy dość gwałtownie i nagle weszła na pierwszy plan. Po bardzo wielu różnych momentach stwierdziłem, że odcinam wszystko inne i zajmuje się tylko nią. Dopiero po dobrych 10 – 12 latach od tego kiedy zaczynałem, stwierdziłem że to jest coś z czego po pierwsze będę mógł się utrzymać, ale przede wszystkim, że jest to coś bez czego nie potrafię żyć. Stąd zepchnięcie wszystkiego innego na dalszy plan.

Początki oczywiście były ciężkie. Nie wystarczy, że napiszesz fajny kawałek i wszystko co dobre zaczyna się na Ciebie sypać. Muzyka to bardzo ciężka i nieraz żmudna praca, połączona z ciągłą walką o swoje.. Podążasz swoją własną ścieżką, spełniasz marzenia, ale cały czas musisz się rozpychać.

Ja jestem z natury upartym człowiekiem, ale ktoś mądry bardzo powiedział mi, że wielkie rzeczy są często inspirowane rzeczami bardzo małymi i pozornie nic nie znaczącymi. Kiedy mi jest ciężko to szukam inspiracji w bardzo prozaicznych rzeczach – czy w krótkiej rozmowie z kimś dla mnie bardzo ważnym, czy patrząc na innych ludzi, którym się udaje. Myślę, że im też musiało być ciężko, ale wzięli się w garść, zrobili coś. Wydaje mi się, że jestem bystrym obserwatorem i takie spostrzeżenia są zawsze lekarstwem na te gorsze momenty. W moim wypadku wiele zmienia samo słuchanie muzyki. Bardzo silnie odbieram przekazywane za jej pomocą emocje. Kiedy jest mi źle słucham takiej muzyki, która mnie motywuje i wyciąga z dołka. Dzięki temu czuję że warto się zmierzyć z problemami i czuję, że uda się je pokonać.

Co będzie następne?

W pewnym momencie znalazłem się na takim etapie, że pomyślałem „ ok, spełniłem to marzenie które chciałem czyli zostać muzykiem, mogę żyć z muzyki”. Gdzieś tam sobie odhaczam te marzenia po kolei, ale to nigdy nie jest tak, że kończysz na pewnym etapie i już niczego nie chcesz więcej. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Obecnie moje marzenia są bardziej osobiste. Myślę, że nie są to marzenia związane bezpośrednio z moją karierą. Skupiam się bardziej na rodzinie, na rozwoju osobistym i na byciu lepszym człowiekiem. A muzyka – w niej staram się być coraz lepszy, bardziej pracowity i to też akurat w tej chwili procentuje więc jestem szczęśliwy.